Lokalne Partnerstwa PAFW/ ASOS - Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom i Młodzieży

Idź do spisu treści

Menu główne:


"Płyń z nami do Teatru Legend Mazurskich"


Dlaczego właśnie teatr międzypokoleniowy? Zapewne dlatego, że taka współpraca opiera się na budowaniu tożsamości regionalnej. Przyczynia się również do aktywności, i młodzieży i seniorów. Starsi pokazują młodym, poprzez nieformalną edukację regionalną, jak ważny jest patriotyzm lokalny i przywiązanie do regionu. Młodzi przekonają się, że mogą realizować marzenia w swoim miejscu zamieszkania. Wszyscy czują się potrzebni. "Płyń z nami do Teatru Legend Mazurskich" pokazuje wspólną drogę, pokazuje, jak można rozwinąć owocną współpracę między pokoleniami, wzmocnić tożsamość lokalną. Dzięki tej wspólnej drodze powstaje produkt regionalny, jakim będzie mazurska fabularna gra terenowa.


Gra terenowa jest żywiołowym wydarzeniem i niewątpliwie zapadnie w pamięć wszystkim mieszkańcom i turystom odwiedzających nasz region. Widowisko uliczne, jakie przetoczy się przez miasto, ulice, skwery i parki będzie zarażało pozytywną energią, entuzjazmem, postawi wszystkich na równe nogi i zachęci do wspólnego udziału w imprezie. 

Gra jest okazją do kontaktów międzypokoleniowych, poznania historii regionu, sprawdzenia swoich możliwości fizycznych, a także wiedzy. Przede wszystkim jednak będzie świetną zabawą dla każdego uczestnika. Nasz projekt nie jest jednorazowy – każdy osiągnięty rezultat staje się  początkiem następnej części projektów, które będą inspirowały mieszkańców do dalszego działania.

Każdy z nas lubi baśnie i legendy, bo one przypominają dzieciństwo. Kiedyś, gdy telewizji i kina nie było, a książka była droga i trudnodostępna, jedną z ulubionych rozrywek naszych dziadów i pradziadów były opowieści z dreszczykiem, snute w długie jesienne i zimowe wieczory. Cała rodzina siadała przy ciepłym piecu, a dzieci wsłuchiwały się w historie opowiadane przez starszych, w których nie brakowało dobrych duchów ani budzących strach potworów. Zasiadano w gronie i rozprawiano o niestworzonych, mrożących krew w żyłach historiach z lekką dozą tajemniczości. 


Strachów i straszydeł bez liku -
Rozkudłana czarownica,
Wilk, wyjący do księżyca, 
diabeł, rodem z Puszczy Piskiej,
i Drakula z gminy bliskiej,
wampir wielki jak kanapa,
Wielka Stopa, Czarna Łapa,
Wilkołaki z jednej paki,
I skrzeczące ryboptaki,
I paskudne trzy ropuchy,
I ryczące wściekłe duchy,
I straszydeł zastęp spory,
I potwory, i upiory,
I ziejące ogniem smoki
Oraz inne obiboki


Wszyscy znamy bajki i legendy o Krakowie, Warszawie. I zgodnie z powiedzeniem „cudze chwalicie, swego nie znacie", nie zdajemy sobie sprawy, jak bogaty jest skarbiec baśni i legend mazurskich, związanych z ziemią, na której żyjemy. Ciekawych, tajemniczych miejsc nie trzeba szukać za siedmioma górami, za siedmioma morzami! Można się na nie natknąć tu, w małej mazurskiej miejscowości, dawniej nazywanej Rudczany.

Wśród mazurskich jezior i lasów skrywają się opowieści o niezwykłych miejscach i ludziach. W bardzo dawnych czasach, na dnie Jeziora Nidzkiego mieszkały boginie wody - piękne rusałki, topielice – wodnice, nimfy i inne dziwne panny, które pięknie śpiewano. 
Był Topich czyli zmora -  zwany też kikimorą
,
 demon wodny,
 
czyli bagiennik lub kłobuk, który wlatywał przez komin, a dobrze ugoszczony zsyłał bogactwo i pomyślność. Był smętek, Marzanna, Buka, były też małe leśne stworki. Lasy, oprócz zwierzyny, zamieszkiwały echa, duszki i stare kobiety, które znały odpowiedzi na wszystkie pytania. Pod progami domów mieszkały krasnoludki.

Zmora - kikimora
 - ech tam "sen - mara, Bóg wiara".
Mara to dusza człowieka, który zmarł nagłą śmiercią bez rozgrzeszenia. Jej specjalnością było bolesne duszenie śpiących. Zmorami często bywała siódma córka danego małżeństwa. Na "zmorowatość" wskazywać też mogły zrośnięte nad oczyma brwi lub różnokolorowe oczy. Zmora lubiła się w nocy sadowić na piersiach śpiącej osoby, powoli pozbawiać ją tchu, mogła także zamieniać się w rozmaite zwierzęta: kota, kunę, żabę, mysz, a także w przedmioty martwe, jak słoma czy igła. 

Wąpierz.  Według słowiańskich wierzeń Wąpierz to upiór lub martwiec,  który powstawał z niepogrzebanych  zwłok. W Wąpierza przeistoczyć się mogli ludzie, których za życia ktoś przeklął, ci, którzy zmarli śmiercią gwałtowną lub sprofanowani ich zwłoki oraz zmarli, nad którymi przeskoczyło zwierzę. 
Widma te nie lubiły czosnku i cebuli, dlatego dobrze jest mieć w domu nieco tych warzyw, wówczas zapewne nie przyjdą do Was. Wąpierza można też skutecznie odstraszyć wbijając nóż w jego cień. Demony te mogą przybierać też postać nietoperzy i boją się srebra. Dlatego radzimy, miej przy sobie zawsze coś srebrnego – pierścionek, kolczyk, łańcuszek – a ochroni cię to przed Wąpierzem. 


Ognik
 – tajemnicze światło, które hipnotyzuje przyjeżdżających na Mazury. Zła natura ognika sprowadza na człowieka nieszczęście, które powoduje, że może on ugrząźć w bagnie, bądź jeziorze, o które na Mazurach nietrudno. Ogniki, zwane także świeczkami i świetlikami bagiennymi, były to małe demony, które rozpalały migoczące światełka koloru żółtego bądź niebieskiego, najczęściej pojawiające się nocą ponad bagnami, moczarami, rzadziej na  polach. Migotaniem swoich światełek mamiły one ludzi, którzy gubili drogę i błąkali się w jej poszukiwaniu przez całą noc. Jednakże zdarzało się również, że ogniki litowały się nad zagubionym człowiekiem i wskazywały mu właściwy kierunek.

Strzyga - To stwór podobny nieco do Wąpierza. Strzygami zostawały dusze ludzi, którzy urodzili się z dwiema duszami, dwoma sercami, podwójnym szeregiem zębów, z czego ten drugi był słabo zauważalny. Strzyga wysysała krew, wyżerała wnętrzności i latała nocami, skryta pod postacią sowy. Podobnie jak inne stwory tego typu, strzygę należało trwale unieruchomić poprzez spalenie, powbijanie gwoździ lub pali w różne części ciała. Strzyga nienawidziła światła dniennego, ponieważ słońce było dla niego mordercze. Ale nie bójcie się, nie wszyscy legendarni przybysze są straszni.

Chobołd
 – stworzenie występujące najczęściej pod postacią ptaka, które w przypływie dobrego humoru może sprowadzić na upatrzoną osobę dobrobyt, ale znacznie częściej puszcza kogoś „z torbami".
 Chobołdy są to bestyje pokraczne, na pół stopy wysokie. Ręce dwie i dwie nogi mają jako i człek, ale łeb ich wielki, pomarszczony, a w nim trzy, nie dwa, żółte oczyska świecą. Skórę też ma chobołd od ludzkiej odmienną, szarą, twardą, pomarszczoną, guzowatą. Chobołdy lubują się we wszelkich czerwonych strojach. Kraśne czapki noszą, przez co krasnoludkami zostały przezwane. Żyją one i w lesie i we wsiach ludzkich.  
A potem chobołd będzie skrzatem  lub krasnoludkiem,  małym człowieczkiem,  krzatem, skrzatem, duchem leśnym, karzełkiem, krasnym od czerwonej czapeczki nazwanym, rumianym na twarzy, świeżym i pięknym.

Baba Jaga
, jako postać występująca w słowiańskich wierzeniach jest stara, odrażająca, wiedźmowata,  mieszka w chatce na kurzej stopce w głębi lasu, z czarnym kotem, krukiem, sową lub wężem. Porywa błąkających się po lesie ludzi (zwłaszcza dzieci), a następnie ich morduje i zjada, zsyła choroby i inne dolegliwości. Ale Baba Jaga to też łaskawa czarownica, pomagająca ludziom.
W głębi lasu stała zaczarowana chatka. Mieszkała w niej ze swoim mądrym krukiem Malutka Czarownica. Miała dopiero 127 lat, a to dla czarownicy jest naprawdę niewiele. 


Spotykam dziś czarownicę
pędzi na miotle przez ulicę
ma nogi bose 
na rzęsach ma rosę
włosy potargał jej wiatr
a na ramieniu jej motyl siadł.
Usta ma jak płatki róży
nos jak na czarownicę całkiem nieduży
Suknia na niej jak mgiełka
w torebce z muszelki perełka.
W ręku trzyma woreczek mały
wypuszcza z niego czary...
A może ona nie czaruje, tylko coś rozdaje?
Bo czuję, że mój świat lepszy się staje.




Topich 
- z pomiędzy istot demonicznych, wyobrażanych przez lud jako osoby, najczęściej wspomina się duchy wodne, które wciągają ludzi do wody. Wynurzają się spod powierzchni, klaszczą w dłonie trzy razy i znów znikają. Wtedy ktoś tonie. Miejsca najbardziej niebezpieczne i głębokie, gdzie zwykle fale wodne szumią najwścieklej, bywają siedliskami topichów. Od czasu do czasu, skoro już nadejdzie chwila, w której topich ma dostać ofiarę, można słyszeć, jak w wodzie krzyczy, śmieje się, płacze, lamentuje jak gdyby chciał przez to zwrócić na siebie uwagę przechodniów lub osób znajdujących się w pobliżu. 
Dla przywabienia ludzi, topich zawiesza często coś na drzewie lub krzaku rosnącym nad wodą np. czapkę, but, albo jakąś rzecz ponętną i ciągnie ku sobie tych, którzy sięgają po przynętę. Komu przeznaczono paść ofiarą topicha, tego nieprzepartą siłą ciągnie coś ku wodzie i pomimo natychmiastowej pomocy musi on utonąć.

Nimfa
 
 nierealna postać, widzenie senne, urojenie, widmo, mara, duch, piękna istota. Nimfy stworzyła woda. Mają kobiecą powłokę, która przyciąga wzrok i pragnienia. Gdy czują dreszcz strachu, zdenerwowanie pod skórą, woda w jeziorze jest zimna. Gdy czują przyjemność 
 woda w jeziorze robi się gorąca i parzy wszystkich dookoła.

Bagiennik 
- w naszym panteonie straszydeł jest też Bagiennik - demon wodny. Nie opuszcza on nigdy swej topieli, a zobaczyć go można (przy sporym szczęściu)
 na bagnach. Bagiennik nad powierzchnię bagna wystawia tylko głowę, aby zaczerpnąć od czasu do czasu powietrza (robi to raczej z przyjemności, niż z przymusu) i popatrzeć, co wokół się dzieje. Nozdrza ma umieszczone między oczami, a czasem nawet na czole. Bagienniki często strzelają błotnistą mazią, która jest tak gorąca, że potrafi nawet oparzyć. Maź ma fantastyczne właściwości uzdrawiające wszelkie choroby cielesne - reumatyzm, bóle krzyża, ciężkie rany, niestrawności, choroby serca. Jeśli ktoś z Was chce być uzdrowiony, to zapraszamy na mazurskie bagna.

R
usałki - zwane też boginkami wody. Mieszkają w rzekach i jeziorach. Mają długie włosy, noszą wieńce z kwiatów i powłóczyste białe szaty, ale często można je zobaczyć całkiem nagie. Najczęściej milczą, ale potrafią pięknie śpiewać. Wychodzą z wody w nocy, aby tańczyć w świetle księżyca. Ich świętym drzewem jest jawor. Na początku maja w swoje święto - tak zwany Tydzień Rusałek - wychodzą z wody w dzień i siadają na jaworowych gałęziach. Rusałką może stać się kobieta, która jeszcze się w nikim nie zdążyła zakochać. Jeśli w nocy natknie się na korowód rusałek, zostaje jedną z nich. Nie można wrócić potem do domu, tylko przyglądać się z daleka swemu obejściu. Następnego ranka jej rodzina znajduje wianek porzucony koło domu. Rusałki bywają niebezpieczne dla mężczyzn, których wabią pięknym śpiewem. Mężczyzna zwabiony przez rusałki tonie w wodzie albo zostaje zatańczony na śmierć.


Marzanna, Mora, Morana, Marena (prawdopodobnie od słów: mor, śmierć) to bliżej nieznana postać mitologiczna w micie płodności. Przedstawiana w pieśniach ludowych, jak pasie gęsi, dzwoni kluczami itp., wybierała Jarowita (w folklorze płd. Słowian - Zielonego Jerzego) za męża. Mit mówił o ich boskim małżeństwie i o śmierci Zielonego Jerzego.

Marzanna (znana też jako Morena, Marzaniok, Śmierć, Śmierztecka, Śmiertka,Śmiercicha) to również nazwa kukły przedstawiającej boginię, którą w rytualny sposób palono, topiono, w czasie wiosennego święta Jarego, aby przywołać wiosnę. Zwyczaj ten w pogańskich obrzędach miał zapewnić urodzaj w nadchodzącym roku. Kukłę wykonywano ze słomy, owijano białym płótnem, zdobiono wstążkami i koralami. Tradycja nakazywała, aby dziecięcy orszak, z Marzanną i zielonymi gałązkami jałowca w dłoniach, obszedł wszystkie domy we wsi. Po drodze podtapiano Marzannę w każdej wodzie, jaka się nadarzyła. Wieczorem kukłę przejmowała młodzież. W świetle zapalonych gałązek jałowca wyprowadzano Marzannę ze wsi, podpalano i wrzucano do wody. 


Wodnik – władca jeziora, stawu, strumienia, rzeki, a nawet kałuży. Wodnik siedział w wodzie i albo puszczał bąbelki, albo topił ludzi. Każdy, kto chciał się wykąpać musiał mu złożyć jakąś daninę, np. czarną kurę albo garść grochu.

Topielica (Wodnica) - zamieszkiwała rzeki, jeziora i stawy. To dusza utopionej dziewicy. Przybierała postać młodej, pięknej, bladej dziewczyny o długich włosach.
 Chadzała nago lub w białej szacie i jasnozielonej spódnicy. Na głowie miała wianek lub złotą przepaskę. Czasami mogła przybrać postać syreny. Wabiła pięknym śpiewem i ciałem kąpiących się mężczyzn, a potem pozbawiała ich życia. Czasem Topielice zbierały się w gromadę i tańczyły, a napotkanego człowieka zamykały w kręgu i kazały tańczyć, póki nie umarł ze zmęczenia. Najczęściej ukazywały się podczas pełni. Mogły zapewnić dobry połów lub wywrócić łódź i zniszczyć sieci. Składano im ofiary z jajek i wiązano na nadbrzeżnych gałęziach wstążki.
 
Boruta,
 zwany Leśnym - demon z wierzeń prasłowiańskich, władca lasu. Panował nad dzikimi zwierzętami, ukazywał się przeważnie pod postacią wilka lub puchacza, a także jako wir powietrzny. Zwodził zbłąkanych wędrowców na manowce, straszył ich również różnymi głosami, śpiewając, chichocząc, krzycząc czy rżąc. 

Kłobuk, kołbuk - demon opiekujący się ogniskiem domowym. Utożsamiany z duszą martwego płodu. Pochodzi z wierzeń ludowych Warmii i Mazur.

Utopiec (Topielice, Topce, Topielce) - w mitologii słowiańskiej demony wodne lęgnące się z dusz niektórych topielców - zazwyczaj ludzi, którzy popełnili samobójstwo wskutek utonięcia. Dusze te zwykle zachowywały postać jaką miały w momencie śmierci, ale można je było łatwo poznać po nienaturalnie dużej lub małej głowie, cienkich, wręcz pajęczych, nogach, takoż zielonych włosach. Niekiedy utopiec był dodatkowo napuchnięty jak bania. Zawsze odznacza się natomiast wilgotnym ubranie, z którego sączą się strumyki wody. W przeciwieństwie do Wodnika, Utopiec zawsze stara się szkodzić ludziom. Jak sama nazwa wskazuje, zajmuje się głównie topieniem nieostrożnych pływaków. Bardzo nie lubi, gdy ktoś przeszkadza mu w tym zajęciu, więc często zdarza się, że topi nie tylko tego, kogo chciał, ale i tego, kto rusza tonącemu z pomocą. Zasadniczo przed utopcami nie było skutecznej obrony, więc najlepiej jest nie wchodzić im w drogę. 

Mazurskie duchy żyją w legendach, ale dzięki naszemu Projektowi ożyją i wszystkich chętnych zaproszą do tanecznego korowodu. Nie należy się ich bać, w nadchodzącym czasie są wyjątkowo łagodne i przyjazne. 
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego